poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział I

Oczami Kiyomi :

Kolejny dzień wakacji. Razem z Yuno wyjechałyśmy w góry.Jak na złość autobus wysadził nas w lesie a na dodatek był już mrok. Gorzej być nie mogło.Ani ścieżki , ani ludzi. Cicho, ciemno, straszne. A mi jakoś nie widziało się spanie na przystanku.Dobra, ja i Yuno ruszyłyśmy w głąb lasu, z nadzieją że w pobliżu znajduje się jakieś miasteczko.
Uszłyśmy jakiś kawałek gdy na dokładkę zaczęło grzmieć i padać. No super, tylko tego brakowało.
Po kilkudziesieciu minutach bylysmy przemoczone do suchej nitki. Zimno, mokro, spac mi sie chce.
-Moze moglysmy zostac na przestanku? - zapytala Yuno trzepiac sie z zimna.
- Tak, tak oczywiscie. Możemy również znaleźć tu kogoś, bo nie chce być chora od spania na przystanku. - miałam popsuty humor. Chciałam jak najszybciej znaleźć się przy kominku w jakiś cieplutkim domu. To miały być super wakacje a zapowiadają się tragicznie.
-Patrz, patrz -Yuno nagle przyspieszyła w zupełnie inną stronę.
- Stamtąd dobiega światło! Tam ktoś musi być! - zaczęła skakać z radości, chwyciła mnie za rękę.Zaczęłyśmy biec ile sił w nogach.
Okej, na miejscu. Zapukałyśmy w drzwi, ale nikogo nie ma.
-To co? Czekamy przed domem? W końcu przynajmniej nie zmokniemy.- powiedziałam Ale ona oczywiście pchnęła drzwi i weszła do mieszkania, wołając.Weszłam za nią, zamykając drzwi.
Doznałam lekkiego zwału. Kto by pomyślał że w XXI ktoś może mieć w domu zamiast normalnych żyrandoli świece, niemalowane ściany.Kanapy ze skóry, szerokie schody z czerwonym dywanem. Dom był całkiem duży. Dodatkowo wyglądał jak zamek zrobiony kilka wieków temu.
-Nikogo nie ma?- zapytałam Yuno, upewniając się. Yuno poszła w głąb domu.I nagle zaczęła piszczeć.
Co jej się stało? Ducha zobaczyła? Pobiegłam za nią. Natomiast ona siedziała sobie na fotelu a w rękach trzymała misia.
-Patrz jaki nieziemsko słodki.-zaczęła się cieszyć.
-Czyli to był powód dla którego tak "nieziemsko" piszczałaś? Mamy znaleźć właściciela domu, a nie pluszowego misia.
-A co jeśli ten miś jest właścii...
-Zostaw...mojego...TEDDY'EGO!!-nagle z cienia wyłonił się jakiś podejrzany typek, z worami pod oczami i fioletowymi włosami.Wzięłam z rąk Yuno misia i oddałam chłopcu.
-Proszę. -wyrwał mi z rąk misia jak go nazwał... Teddy'ego.
-Czego tu jeszcze szukacie?- burknął z dziwną mina. Normalnie dzieciak psychopata. Tylko noża mu brakuje.

-Zgubiłyśmy się, zresztą jest burza, jesteśmy mokre. Mogłybyśmy tu przeczekać, jeżeli oczywiście pozwolisz?-zapytałam uprzejmie a on na to pokazał ... kły?Odsunęłam siebie i Yun na bezpieczną odległość.
-Kanato, trochę szacunku dla gości...- nie wiem ile ten drugi gość tu już był ale wyglądał jakby cały czas tu stał. Trochę normalniejszy od dzieciaka, ciemne włosy, okularki, rękawiczki. Pewnie jakiś pan przemądrzały, a bynajmniej sprawia takie wrażenie.
-Więc, mówicie że się zgubiłyście?Co konkretnie was sprowadza w takie "zaciszne miejsce" jak to? -dlaczego to zaciszne miejsce powiedział z takim naciskiem? Miałam coś powiedzieć ale Yuno wypaliła przede mną.
-Jesteśmy tu na wakacjach, niestety autobus dowiózł nas tylko tutaj nie wiemy dlaczego. Chciałyśmy znaleźć jakieś miasteczko a w nim hotel by móc tu spędzić wakacje.- powiedziała z bananem na twarzy jakby tylko czkeała żeby się zgodzili żebyśmy tu zostały. Nie podobają mi się ci goście.
-Źle trafiłyście, to nie hotel, a teraz wynocha! Już was nie ma!
-A upominał kolegę o uprzejmość dla gości...- mruknęłam i zaczęłam zbierać walizki. 
-Ale...my tylko tą noc. Jest zimno, ciemno,deszcz pada. Las jest z pewnością duży a ja nie chciałabym zostać zjedzona przez owakiego niedźwiedzia.- powiedziała z błagalnymi oczkami Yuno.
-Masz rację, taki kąsek żeby się zmarnował? -zaśmiał się o ile to można tak nazwać.
-Jedna noc, jutro rano już was nie ma. I nie kręcić się zbytnio po domu. Nie chce żeby któryś z reszty braci was zauważył.-  burknął pod nosem.
-A to ile tu was jest?- zapytałam. No tak, oczywiście że nie mam zamiaru spotkać reszty takich dzieci których mamusia kultury nie nauczyła. 
-Kanato, zanieś ich bagaże do dwóch wolnych pokoi- powiedział i zniknął.Dziecko- psychopata imieniem Kanato wzięło nasze walizki i zaniosło do pokoi. Weszłam do tymczasowego pokoju. Fuu. Ja mam tu spać? Pełno różu iwg? Nie no. Ciekawe. Zresztą to tylko jedna noc. Rano stąd spadamy, nie mam zamiaru nawet żegnać się z tymi dziwakami.Położyłam się na łóżku, ale no przecież muszę jeszcze wziąć prysznic.Idąc zobaczyłam jakieś kolejnego chłopaka. Chciałam go jakoś wyminąć ale musiałam kogoś zapytać gdzie łazienka.Zresztą sam podszedł.
-A ty coś za jedna?- zapytał, ale nie z takim groźnym wzrokiem jak jego bracia(?). Uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Katano i okularnik jeszcze ci nie powiedzieli? Jestem tu razem z młodszą przyjaciółką, zgubiłyśmy się więc okular pozwolił nam zostać na noc. Jutro nas nie będzie. Czaisz? A teraz muszę znaleźć szybko łazienkę.Pokierujesz mnie GPS'ie? - powiedziałam patrząc na niego uważnie. Można powiedzieć że był przystojniejszy od tamtych dwóch.różowoczerwone włosy, zielone oczy , wysoki. 
-Tylko jedna noc? Zmarnować taki pyszny kąsek? Możecie przecież dużej zostać. Z chęcią przyjmiemy. -uśmiechnął się
-Ta, powiedz to okularnikowi, który kultury nie zna.

-A lepiej się znasz na kulturze?
-Lepiej od niego na pewno.
-Zwątpiłbym...
-To jak z tą łazienką ?-zaczął odchodzić
-Nie słyszę cię mały BigCycu.-odpowiedział
-Wcale nie jestem mała, ty jesteś wielki za to ! - Ładny a głupi.
-Łazienka po lewej.
Weszłam do łazienki. Nareszcie trochę odpoczynku...


Oczami Yuno:

Głupi autobus... kolejny dzień wakacji zmarnowany. Najpierw ten głupi kierowca słuchał tego, no... disco! Tak, disco, a teraz nas wysadził na jakimś pustkowiu bez domów. Mrok, las... tylko jakiegoś wariata z siekierą brakuje. W sumie, przydałby się tutaj jakiś człowiek, ewentualnie drogowskaz... i latarnie. Nie było żadnych sklepów, więc w sumie nie dziwne, że nikt tu nie mieszka... Ruszając z buta w las kopałam kamyki. Nagle jak wzięło i zaczęło padać! Myślałam, że przeklnę, ale magiczne liczenie do 10 pomogło z nerwami, ale nie z trzęsącym mną zimnem, brrr.
Łaa, nagle ujrzałam wielki domek jak z jakiegoś filmu o wampirach! Uwielbiam takie budynki, mają w sobie tyle tajemnic... w mojej dziecięcej radości chwyciłam Kiyomi za rękę i pobiegłam co sił w nogach, które za bardzo umięśnione to to nie były. Pomimo wcześniej wspomnianego faktu, zwykłym pchnięciem kolana otworzyłam drzwi - może to i jest niegrzeczne, ale co poradzę, może opuszczone i tylko bezdomni tam siedzą? No właśnie. Przy okazji obaliłam tezę, że na tych terenach nikt nie mieszka, co mnie z lekka pocieszyło - zawsze ktos inny do rozmowy oprócz mojej ulubionej towarzyszki podróży, Kiyo.
Wnętrze było wspaniałe! Oprócz wszelkich kawaii rzeczy uwielbiam takie mroczne klimaty (co tylko podkreśla moją wielce nieograniczoną dwulicowość). Mniejsza o to, chadzałam się korytarzem w poszukiwaniu żywej - bądź nie - duszy, kiedy tu nagle znalazłam tak-bardzo-cudownego misia. Jak zaczęłam piszczeć, łojo, aż się sama siebie przestraszyłam.
"Chyba okres mam, tak bardzo mi się humorki zmieniają... chociaż nie, to normalne." - pomyślałam, po czym zaczęłam przytulać brązowego pluszaka.
Nagle przybiegła Kiyomi, pewnie dlatego, że bała się jakiegoś ataku zombie - nie potrafi w ogóle rozróżniać moich pisków, co ja poradzę. Kiedyś muszę jej zrobić "Wielki test o częstotliwości pisków Yuno'wych".  Jak to zwykle bywa, wpieniła się gdy zobaczyła mnie z tym "nieziemsko słodkim" misiem. Właśnie zaczęłam się tłumaczyć, czemu to ruszam własność nie wiadomo czyją,  kiedy wlazł jakiś małolata z wielkim wrzaskiem, że ruszam jego... jak go tam nazwał... Teddy'iego, o! 

- Jakie słodkie imię, Teddy... - wymamrotałam pod nosem, kiedy moja wielce kochana Kiyomi zabrała mi miśka. - Ej, co ty robisz! Jeszcze popsujesz i będziesz musiała zapłacić odszkodowanie, pff.
Z jak największą gracją strzeliłam mało oficjalnego focha, który szybko uległ autodrestrukcji natychmiastowej. Tajemnicza osoba zaciekawiła mnie bytem dziwnie długich kłów, przez co na początku mało słuchałam rozmowy. Kiyo mnie odsunęła, totalnie nie rozumiem czemu. Może właśnie mu przeszkodziłyśmy w cosplay'owaniu jakiejś mało znanej, dziwnej postaci z równie mało znanej i dziwnej gry?
Ni z tego, ni z owego, przylazł jakiś profesorek... aż się poczułam jak za czasów, gdy to w 2 klasie gimnazjum uczył nas taki gostek, panicz Freitag - wyglądał na młodszego od nas, ale jego spojrzenie, kiedy zgłaszasz nieprzygotowanie do lekcji... dobrze, że go wywalili, na jego lekcjach często ktoś mdlał... aż się cieszę, że ja siedziałam na ostatniej ławce i mało zwracałam na niego uwagę... dobra, pomińmy ten temat.
Palnęłam jakiś tekst całkowicie do mnie podobny, o którym zapomniałam chwilę później. Kiyomi już zaczęła zbierać walizki, lecz ja się nie poddałam. Jak nie pomogło, użyłam sławnej metody ze Shreka - jak się ma łatwo łzawiące oczy, to trzeba korzystać. Tamten cos rzekł o kąsku, pewnie był głodny. Ostatecznie pozwolona nam zostać na tą jedną, jedyną noc. Kiyo spytała ich o ilość mieszkańców willi, ale odpowiedzi nie dostała. Ten maluch, jak się okazało, ma na imię Kanato... poszłam za nim do pokoju.
- Łaaa, czerwono-czarny pokój... ciekawe, co Kiyomi się trafiło... później ją spytam, bo jeszcze zechce się zamienić czy coś, a tego nie chcemy, o nie! - gadałam sama do siebie, i jeszcze w trzeciej osobie na dodatek. Jak najbardziej normalne zachowanie z mojej strony.
Na ścianach były jakieś obrazy. Ramy były pochlapane czerwoną... farbą? Krwią? Kechupem?
Nie to przykuło moją uwagę. Z korytarza dobiegał głos jedynej, w miarę znanej w tym miejscu osoby i jakiś inny, nowy... miałam się wychylić i spojrzeć, ale jakby Bóg chciał bym zawału dostała, na parapecie siedział jakiś obandażowany gostek. Miałam zacząć krzyczeć, ale włączyłam tryb "dzieciniada mode off".
- Co ty robisz? - spytała z iście grobową miną. Powinnam tak mówić częściej.
Z zaskoczenia chłopak prawie spadł, jeszcze by sobie coś biedak zrobił. Taka śliczna buzia miałaby się obić w najlepszym przypadku...

- Czy ty mnie nienawidzisz? - zapytał przed chwilą uratowany "nowy kolega".
- Eh.. co? Możesz powtórzyć? - spytałam zbita z tropu.
- Pytam się czy mnie nienawidzisz...
- Oczywiście, że cię lubię! - powiedziałam entuzjastycznie, by przekonać go w tym fakcie.
- Gdybyś mnie lubiła, nie uratowałabyś mnie... ewentualnie mocniej ścisnęła moją dłoń...
Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Zapowiada się ciekawa noc.



___________________________________________________

Tak więc, tego...mamy nadzieję że rozdział się podobał. Wiemy że mogłyśmy dodać jakiś prolog lub sam opis o czym będzie opowiadanie no ale jeśli trafią się ludzie którzy oglądali Diabolik Lovers to już ogarną bez opisu że to o wampirach itp :3
Tak więc prosimy was - wyrażajcie swoje opinie na temat rozdziału w komentarzach. Co mogłybyśmy poprawić itp.
No więc wiemy że to może nie modne już ale...
4 KOMENTARZE- NASTĘPNY ROZDZIAŁ <33
I tak wgl to to opowiadanie nie będzie tym samym co w anime czy mandze. Po prostu postacie te same i ich historia ale my same skomponowałyśmy Yuno i  Kiyomi na nasz wzór. Yuno jest postacią Rinmoto i to ona opisuje jej odczucia i przeżycia a Kiyomi jest postacią Martu'y.
Dobra. Sayonara <3

5 komentarzy:

  1. Fajne :)
    Czekam na następny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Reniji <3
    Fajnie się zapowiada <3
    Next :3

    OdpowiedzUsuń
  3. chociaż nie lubie anime- nawet fajny ten rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Exstra czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  5. W końcu! Nudziło mnie czytanie opowiadań, gdzie jest jedna bohaterka i na dodatek tylko troszkę mądrzejsza od Yui. Teraz główne bohaterki mają charaktery, które w porównaniu z kochanymi wampirami będą ciekawą i zwariowaną mieszanką. Pomimo kilku błędów było bardzo fajne ;)

    OdpowiedzUsuń